związki nawróconych z nienawróconymi

Miejsce w którym możemy postawić nasze pytanie, dotyczące życia, wiary, moralności, chrześcijańskich postaw, itd.

Czy związałbyś/związałabyś się z osobą nienawróconą?

TAK
16
22%
NIE
53
72%
nie mam zdania
5
7%
 
Liczba głosów: 74
Awatar użytkownika
Lash
Moderator
Posty: 31000
Rejestracja: 04 sty 2008, 16:28
wyznanie: nie chce podawać
Lokalizacja: England
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: Lash » 24 sty 2008, 11:28

hungry pisze: .... Ale muszę powiedzieć jedno że prócz tzw. hormonów (miłości gr. eros) ważniejsza jest miłość gr. File no i mądrość od Boga. ...
A co o Agape?


(15) Lecz Chrystusa Pana poświęcajcie w sercach waszych, zawsze gotowi do obrony przed każdym, domagającym się od was wytłumaczenia się z nadziei waszej, (16) lecz czyńcie to z łagodnością i szacunkiem. Miejcie sumienie czyste, aby ci, którzy zniesławiają dobre chrześcijańskie życie wasze, zostali zawstydzeni, że was spotwarzali. (1 List Piotra 3:15-16, Biblia Warszawska)
i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili (Ew. Mateusza 6:1-34, Biblia Tysiąclecia)
Krytykant jest jak samochód osobowy - im gorszy tym głośniejszy i mocniej warczy

"Run, Lash, run / The law commands / But gives me neither feet nor hands / Tis better news the Gospel brings / It bids me fly It gives me wings" J.B.
__ngr_
Gender: None specified

Postautor: __ngr_ » 24 sty 2008, 12:14

ann różnie to bywa nie usprawiedliwiam żadnego nie posłuszeństwa Bogu ale stwierdzam fakt że jesteśmy ludźmi mogącymi się de facto okazać się nie posłusznymi... ale też nie koniecznie, znam przypadki gdzie związki takie są w pełni szczęśliwe ponieważ druga osoba która byłą niewierząca jednak się nawróciła więc rozumiesz dlaczego wolę być ostrożny z ocenianiem? Bóg tutaj nie raz ma dziwne plany wobec nas..


__ngr_
Gender: None specified

Postautor: __ngr_ » 24 sty 2008, 13:24

ann_in_grace pisze:
hungry pisze:ann różnie to bywa nie usprawiedliwiam żadnego nie posłuszeństwa Bogu ale stwierdzam fakt że jesteśmy ludźmi mogącymi się de facto okazać się nie posłusznymi... ale też nie koniecznie, znam przypadki gdzie związki takie są w pełni szczęśliwe ponieważ druga osoba która byłą niewierząca jednak się nawróciła więc rozumiesz dlaczego wolę być ostrożny z ocenianiem? Bóg tutaj nie raz ma dziwne plany wobec nas..

Nie oceniam. Samej nie jest mi latwo, ale gdybym zostala zbawiona przed wyjsciem za maz, szukalabym meza wsrod braci w wierze - lub pozostalabym samotna.
Natomiast swiadome brniecie w nierowne jarzmo to samobojstwo duchowe.

Zgadzam się że jest to ryzykowne hmm ale zaraz duchowe samobójstwo? Zależy jaka kto ma relację z Bogiem...


Awatar użytkownika
astyczek
Posty: 28
Rejestracja: 11 sty 2008, 18:42
wyznanie: nie chce podawać
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: astyczek » 26 sty 2008, 19:07

hungry pisze: Zgadzam się że jest to ryzykowne hmm ale zaraz duchowe samobójstwo? Zależy jaka kto ma relację z Bogiem...


Niedawno czytałem artykuł na ten temat w Inspiracjach podpatrzonych u znajomej... to chyba jakieś pisemko bardziej pod niewiasty dostosowane, ale generalnie nie ma to w tym przypadku znaczenia. Myślę sobie tak, że związek w sytuacjach trudnych (a na ogół przychodzą takie już po zawarciu małżeństwa) czerpie przede wszystkim z fundamentu na którym się opiera. Jeśli tylko dla jednej osoby fundamentem jest Chrystus, taki związek może mieć problem z utrzymaniem się. Na początek zawsze można powiedzieć, że liczy się miłość (albo po standardowe - jakoś się to ułoży) ale w przyszłości i tak nieuniknione staje się starcie na bazie czysto ideologicznej. Jak w takim przypadku wychowywać dzieci? Po chrześcijańsku? A co jeśli jeden z małżonków nagle uzna, że nie? Znam przynajmniej kilka przypadków, w których osoba wierząca łączyła się z "niby" wierzącą (czyli taką, która rzekomo w Boga wierzy, ale nie utożsamia się z tym samym kościołem, co "druga połówka") i nagle po ślubie już więcej do kościoła przychodzić nie mogła. Z resztą, myślę że ten temat w Biblii opisany jest dość dokładnie.


Awatar użytkownika
astyczek
Posty: 28
Rejestracja: 11 sty 2008, 18:42
wyznanie: nie chce podawać
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: astyczek » 28 sty 2008, 19:39

Haereticus pisze: Nie wiem czy o to ci chodziło, czy może miałeś co innego na myśle.To, co tu opisałem jest oparte na biblijnej zasadzie poddania żony mezowi - gdzie maż, tam i żona.


Przypadki, które znam nie są identyczne. Przejście z jednego kościoła ewangelicznego do innego nie powinno być wielkim problemem. Mnie jednak chodziło o przypadki, w których mąż lub żona (wcześniej katolicy - jak 99% protestantów z Polski) poznawali kogoś z kościoła (ewangelicznego), zaczynali przychodzić na nabożeństwa, uczestniczyli w wieczerzy Pańskiej i w końcu wiązali się z osobą wierzącą. Po ślubie jednak odchodzili z kościoła i praktycznie siłą odciągali wierzące żony (lub wierzącego męża) od kościoła.


Burning Spear
Posty: 271
Rejestracja: 28 sty 2008, 22:30
wyznanie: nie chce podawać
Lokalizacja: zagranica
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: Burning Spear » 28 sty 2008, 23:11

Do tej pory ten cytat nie padł a myślę że w całej tej dyskusji nie pozostawia wątpliwości:

1 Kor. 7:39
39. Żona związana jest tak długo, dopóki żyje jej mąż; a jeśli mąż umrze, wolno jej wyjść za mąż za kogo chce, byle w Panu.

Myślę że to jasne, że jeśli obowiązuje to wdowy to także wszystkich chcących wejść w małżeństwo.


Jan. 14:21
Kto mnie miłuje, tego też będzie miłował Ojciec i Ja miłować go będę, i objawię mu samego siebie.
Awatar użytkownika
Cynthia
Posty: 356
Rejestracja: 12 sty 2008, 02:06
wyznanie: nie chce podawać
Lokalizacja: Góra Kalwaria
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: Cynthia » 28 sty 2008, 23:29

Astyczek, widać nie poznali że tamci nie są nowonarodzeni. Znam też podobną historię. Dziewczyna dobrze udawała chrześcijankę, modliła się, chodziła na spotkania, niedzielne i nie tylko. Ale tylko wtedy kiedy był jej chłopak. Jak ją zostawił (była zdrada) to przestała się pojawiać. Ciekawostką jest że nie miała języków mimo że bardzo gorąco się o nie modliła. Potem nam się wszystko ułożyło w jedną całośc, że ona się nie nawróciła nigdy... Co by było gdyby się jednak pobrali?
Myślę, że są tacy którzy udają dla zdobycia kogoś.


Awatar użytkownika
troosky
Posty: 46
Rejestracja: 22 sty 2008, 20:07
wyznanie: nie chce podawać
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: troosky » 29 sty 2008, 13:04

Cynthia pisze:Astyczek, widać nie poznali że tamci nie są nowonarodzeni. Znam też podobną historię. Dziewczyna dobrze udawała chrześcijankę, modliła się, chodziła na spotkania, niedzielne i nie tylko. Ale tylko wtedy kiedy był jej chłopak. Jak ją zostawił (była zdrada) to przestała się pojawiać. Ciekawostką jest że nie miała języków mimo że bardzo gorąco się o nie modliła. Potem nam się wszystko ułożyło w jedną całośc, że ona się nie nawróciła nigdy... Co by było gdyby się jednak pobrali?
Myślę, że są tacy którzy udają dla zdobycia kogoś.

To, ze ta dziewczyna nie miała daru jezykow nie oznacza ze sie nie nawrociła, bo nie kazdy kto prosi o dary duchowe otrzymuje akurat dar jezykow, bo Bog moze dawac tak jak chce i co chce. Poza tym mysle, ze tak od razu nie mozna osadzac na podstawie tego czy ktos chodzi do kosciola czy nie. Bo ta dziewcyzna mogla nie przychodzic do tego konkretnego zboru ze wzgledu na to,ze nie chciala spotykac chlopaka albo wstydziła sie. Oczywiscie ja to tak mowie teoretycznie bo nie znam sprawy, ale rozne moga byc powody.


Awatar użytkownika
Cynthia
Posty: 356
Rejestracja: 12 sty 2008, 02:06
wyznanie: nie chce podawać
Lokalizacja: Góra Kalwaria
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: Cynthia » 29 sty 2008, 14:04

Oczywiście że nie mam 100% pewności, ale jak pisałam ułożyło się to w logiczną całość. Np to, że ona od początku (a trwało to wiele miesięcy) przychodziła tylko wtedy jak był jej chłopak, ani razu nie przyszła jak go nie było. Z początku szydełkowała, bo się nudziła, potem przestała... Jej "nawrócenie" było wielokrotne, tzn za każdym razem jak było wezwanie, to ona wychodziła, nie wiem po co skoro raz by wystarczył. Po zerwaniu nie pojawiła się i nie miała żadnej chęci życia z Bogiem. Trudno to było poznać w trakcie, ale myślę, że my wszyscy jeszcze byliśmy młodzi w wierze i pewnie osoby bardziej doświadczone poznałby, a przynajmniej mam taką nadzieję. Dlatego trzeba mieć oczy duchowe otwarte ;) I słuchać co mówią starsi w wierze o tym kimś z kim chcemy się związać. Można się nabrać, naprawdę.


Awatar użytkownika
troosky
Posty: 46
Rejestracja: 22 sty 2008, 20:07
wyznanie: nie chce podawać
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: troosky » 01 lut 2008, 23:32

Cynthia pisze:Oczywiście że nie mam 100% pewności, ale jak pisałam ułożyło się to w logiczną całość. Np to, że ona od początku (a trwało to wiele miesięcy) przychodziła tylko wtedy jak był jej chłopak, ani razu nie przyszła jak go nie było. Z początku szydełkowała, bo się nudziła, potem przestała... Jej "nawrócenie" było wielokrotne, tzn za każdym razem jak było wezwanie, to ona wychodziła, nie wiem po co skoro raz by wystarczył. Po zerwaniu nie pojawiła się i nie miała żadnej chęci życia z Bogiem. Trudno to było poznać w trakcie, ale myślę, że my wszyscy jeszcze byliśmy młodzi w wierze i pewnie osoby bardziej doświadczone poznałby, a przynajmniej mam taką nadzieję. Dlatego trzeba mieć oczy duchowe otwarte ;) I słuchać co mówią starsi w wierze o tym kimś z kim chcemy się związać. Można się nabrać, naprawdę.

Ja powiem z wlasnego doswiadczenia, ze po swoim nawroceniu tez chodziłam do zboru tylko wtedy gdy chodził moj chlopak, a to dlatego, ze "bałam sie" isc sama. Nie wiedziałam jak sie zachowywac,co mowic, o czym z ludzmi rozmawiac i potrzebowałam go, zeby mnie osmielił. Mysle, ze to wychodzenie na srodek moglo byc spowodowane jej niewiedza, w sumie nawracac sie musimy kazdego dnia (majac na mysli nawrocenie jako przejscie od grzechu do Boga)wiec moze ona tak to rozumiała? Nie chce absolutnie jej usprawiedliwiac, ale staram sie zrozumiec i widze troche jej w sobie ;) nie oznacza to, ze nie jestem nawrocona, bo jestem, ale wiem jakie mysli i obawy mialam zaraz po nawroceniu, ale moze byc tez tak jak piszesz, ze dziewczyna tylko chodziła do zboru dla chlopaka i tak naprwde nie nawrociła sie, ale najwazniejsze ze ziarno zostało posiane teraz od niej zalezy jak bedzie je pielegnowała :)
pozdrawiam


Awatar użytkownika
Cynthia
Posty: 356
Rejestracja: 12 sty 2008, 02:06
wyznanie: nie chce podawać
Lokalizacja: Góra Kalwaria
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: Cynthia » 02 lut 2008, 00:53

Wiesz, ona po tym zerwaniu już się nie pokazała i nie chciała rozmawiać z nikim. Nowonarodzona osoba znalazłaby inny kościół, nawet odnowę czy cokolwiek. Mi to coś mówi, ale to jest odbieganie od tematu. Rozmawiamy tu przecież o tym jak to jest w związkach, ktoś wspomniał, że nieraz po ślubie osoba chodząca wcześniej do Kościoła zabrania potem wierzącemu małżonkowi przychodzić. Dlatego to napisałam, jako ostrzeżenie, że można się nabrać, że ktoś wygląda jak wierzący a nim nie jest. Najlepiej w razie wątpliwości przedłużyć narzeczeństwo. Ja i tak uważam, że 2 lata to minimum, żeby sie dobrze poznać.


Obrazek
Nasz Pan jest wszechmogący.
http://cnth.flog.pl/
Awatar użytkownika
astyczek
Posty: 28
Rejestracja: 11 sty 2008, 18:42
wyznanie: nie chce podawać
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Postautor: astyczek » 02 lut 2008, 04:36

Cynthia pisze: Ja i tak uważam, że 2 lata to minimum, żeby sie dobrze poznać.


No to ja przy tobie wychodzę na totalnego ortodoksa :-) Myślę, że do tych dwóch latek należy dodać jeszcze ze trzy... ale to już szczegół. Jedni mówią, że to nademierna pewność siebie, inni ,że skończę jako stary kawaler... no ale postaram się z tego powodu nie płakać. Szkoda, że nikt nie prowadzi statystyk związków wierzących z niewierzącymi. Ciekawe jakie byłyby wyniki.



Wróć do „Pytania o chrześcijańskie życie w Chrystusie”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 21 gości