Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Dział pomocy przeznaczony dla osób poszukujących - nie będących członkami kościołów protestanckich. Tutaj możecie postawić swoje pytanie, wątpliwości, prośbę o radę, itd. Uwaga: odpowiedzi mogą udzielać wyłącznie osoby należące do kościołów protestanckich.
Jesisdat
Posty: 9
Rejestracja: 05 wrz 2017, 19:35
wyznanie: nie chce podawać
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Postautor: Jesisdat » 05 wrz 2017, 20:09

Witajcie,

zacznę od tego, że piszę to wszystko w dużych emocjach, mam milion myśli i wątpliwości w głowie.
Do rzeczy, chcę się nawrócić, ale nie wiem jak się do tego zabrać. Mam 29 lat, zostałam wychowana w typowo katolickiej
rodzinie. W dzieciństwie i wczesnej młodości byłam dość gorliwie wierząca, potem jednak zbudził się we mnie wielki bunt przeciw Panu Bogu
i Kościołowi i od wielu lat nie ma Boga w moim życiu, chociaż nigdy nie przestałam wierzyć. Zawsze postać Jezusa, Boga wzbudzała we mnie wielki strach i nie potrafiłam poczuć z nim osobistej relacji, uczestniczyłam w sakramentach, mszach po to by się po prostu przypodobać. Wiem oczywiście z perspektywy czasu że byłam niedojrzała do prawdziwej wiary. Żyję od wielu lat w grzechu, uśpiłam w sobie bojaźń przed Bogiem i tym co czeka mnie po śmierci, mimo że zawsze to we mnie było. Teraz na nowo się ten strach obudził. Wiem że gdybym teraz umarła to pójdę prosto na potępienie, nie mogę przez to spać w nocy, chcę się nawrócić, chcę szczerze być zbawiona, ale jednocześnie wiem że do Bóg musi zmienić mnie bo sama sobie nie poradzę. Mam wiele wątpliwości, czy powinnam zacząć od pójścia do spowiedzi? Czy mam się zwrócić bezpośrednio do Jezusa i wyznać Mu swoje grzechy? Czy powinnam odejść od Kościoła Katolickiego i zwrócić się ku Protestantom, których nauczanie wydaje mi się dużo bardziej hmm..logiczne? Jak się za to zabrać? Czy jest w ogóle dla mnie ratunek?
Wczoraj trafiłam na artykuły ojców Kościoła np Jana Chryzosoma czy Św. Hieronima gdzie mowa była o tym że zaledwie mały procent ludzi ze wszystkich pokoleń będzie zbawionych, na YouTube są nawet filmy które podają statystyki - 97,5%! Ta myśl napawa mnie przerażeniem i odbiera nadzieję, bo jaką ja mam szansę na zbawienie w takim układzie? Chciałabym naprawdę zmienić swoje życie i poznać prawdziwie Jezusa, poczuć że mnie kocha, ale do tej pory zawsze jawił mi się on tylko jako wymagający straszny Ojciec.
Przepraszam za chaotyczny post, ale tak jak wspomniałam, piszę to w dużych emocjach.
Proszę Was o jakąkolwiek poradę. Z góry dziękuję i pozdraiwam
Anna


Awatar użytkownika
diedmaroz
Posty: 774
Rejestracja: 22 gru 2015, 22:02
wyznanie: Brak_denominacji
Gender: Female
Kontaktowanie:

Re: Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Postautor: diedmaroz » 05 wrz 2017, 22:42

Jesli mogę coś doradzić, nie czytaj stron spiskowych ani artykułów ojców Kościoła, ale Słowo Boże. Skoro Bóg jawi Ci się tak strasznie to może zacznij od Nowego Testamentu, poczytaj Ewangelię Jana?


Nagi wyszedłem z łona matki mojej i nagi stąd odejdę. Pan dał, Pan wziął, niech będzie imię Pańskie błogosławione. (Joba 1:21)
Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. (Jana 3:16)
Awatar użytkownika
Czekoladowy
Posty: 955
Rejestracja: 05 lis 2014, 21:18
wyznanie: Kościół Chrześcijan Baptystów
Gender: Male
Kontaktowanie:

Re: Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Postautor: Czekoladowy » 06 wrz 2017, 00:32

Tak napisał św. Augustyn w swoich Wyznaniach mówiąc o nawróceniu:
Późno Cię ukochałem,
Piękności dawna i zawsze nowa!
Późno Cię ukochałem!
We mnie byłaś, ja zaś byłem na zewnątrz
i na zewnątrz Cię poszukiwałem.
Sam pełen brzydoty, biegłem za pięknem, które stworzyłeś.
Byłeś ze mną, ale ja nie byłem z Tobą.
Z dala od Ciebie trzymały mnie stworzenia,
które nie istniałyby w ogóle, gdyby nie istniały w Tobie.
Przemówiłeś, zawołałeś i pokonałeś moją głuchotę.
Zajaśniałeś, Twoje światło usunęło moją ślepotę.
Zapachniałeś wokoło, poczułem i chłonę Ciebie.
Raz zakosztowałem, a oto łaknę i pragnę;
dotknąłeś, a oto płonę pragnieniem Twojego pokoju.


Jeśli tak jak piszesz, rzeczywiście chcesz poznać miłość Jezusa, jednak Twoje doświadczenia sprawiają, że boisz się Go, to dobrze będzie jeśli na początku zrozumiesz, co nie jest Twoim problemem. Nie jest nim Bóg.

To prawda, że jednym z wymiarów grzechu jest wina i życie w grzechu za sobą tę winę pociąga. Prawdziwym problemem człowieka jednak nie jest jedynie wyrok winy, jaki ciąży mu nad głową, ale rzeczywiste utracenie cudownej bliskości z Bogiem, do którego człowiek kiedyś był podobny jako Jego stworzenie. Kochany przez Boga człowiek przez to, że strasznie pobłądził, znalazł się w sytuacji beznadziejnej, której sami realnie i namacalnie możemy doświadczyć, np. kiedy jesteśmy krzywdzeni, a przez to krzywdzimy innych, kiedy odbieramy innym szczęście by uratować własne, kiedy tamujemy smutek gniewem, szukamy akceptacji przez próżność, a miłości przez nieczystość i próbujemy zapomnieć o nieuchronnej śmierci zdążając w jej ramiona. Przez to człowiek znajduje się w niewoli zła, które trzyma go w garści od zewnątrz i od wewnątrz - zmuszając go do czynienia źle, sprawiając że inni czynią źle jemu, pozostawiając jego prawdziwe pragnienia niezaspokojone, a dając mu nienasycony głód grzechu, który obiecując słodycz, rodzi jedynie gorycz i ból, a w końcu więzi w strachu przed śmiercią, od której nie ma wybawienia.

Bóg zaś doskonale zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, grożenie piekłem to nie Jego rozwiązanie. Problemem jest owa choroba, lekarstwem zaś na nią jest właśnie Bóg. Ten Bóg - Jezus Chrystus, który przybrał ludzką postać - Wszechwładca uniżył się do postaci swojego stworzenia, uczestniczył we wszystkich naszych chorobach i bólach. Jednocześnie zaś przełamał ten porządek - zamiast krzywdzić - leczył, zamiast gardzić - kochał, zamiast pysznić się - uniżył się, zamiast oddać - przyjął krzywdy w pokorze, a wreszcie zamiast umrzeć - zmartwychwstał i zabił śmierć. O tym porządku nauczał ludzi za swojego życia, a po zmartwychwstaniu gdy zakrólował jako Zbawiciel, dał nam w nim udział przez uczestnictwo w Swoim życiu i w życiu Kościoła.

Nie musimy ratować się przed Bogiem, to w Bogu ratujemy się przed chorobą grzechu i śmierci.
Spocznij jedynie w Bogu, duszo moja,
bo od Niego pochodzi moja nadzieja.
On jedynie skałą i zbawieniem moim,
On jest twierdzą moją, więc się nie zachwieję.
W Bogu jest zbawienie moje i moja chwała,
skała mojej mocy,
w Bogu moja ucieczka.
Ps 62:6-8

To nie Boga musimy zmienić, aby nas nie zabił - to my musimy się zmienić przez życie z Bogiem, abyśmy się nie pozabijali.

Choć oczywiście należy z Bogiem się pojednać, wyznawać mu swoje grzechy i prosić o przebaczenie, ponieważ Bóg również uzdrawia bezprawie świata przez to, że jest nad nim Sędzią. Ale jest miłosierny i sprawiedliwy, ponieważ Jego celem jest porządek i pomoc krzywdzonym, a nie nasze zniszczenie. Powiedz im: Na moje życie! - wyrocznia Jahwe Pana. Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego, aby występny zawrócił ze swej drogi i żył. Zawróćcie, zawróćcie z waszych złych dróg! Czemuż to chcecie zginąć, domu Izraela? Ez 33:11. Przyjmuje tych, którzy żałują i pragną się poprawić, ponieważ wtedy właśnie wypełniają Jego prawdziwy cel. Moją ofiarą, Boże, duch skruszony, nie gardzisz, Boże, sercem pokornym i skruszonym. (Ps51:19).

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Tak więc, jeśli chcesz się nawrócić, ale nie wiesz jak, nie bój się Boga, bo to On pierwszy wyciąga ręce z pomocą, On woła i zaprasza. My tylko odpowiadamy na Jego dobroć, czego się więc bać? Nie czekaj na jakieś nadnaturalne wydarzenie. Nie próbuj też zmieniać samej siebie, by w ten sposób przyjść do Boga, kiedy już jesteś dobra i godna tego. Te starania nic nie pomogą. Jeśli tylko pragniesz z całego serca, przyjdź teraz. Taka, jaka jesteś. Bo Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. (Rz 5:8). "On, usłyszawszy to, rzekł: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników". (Mt 9:12-13)
Do lekarza nie przychodzi się kiedy już się wyzdrowieje, ale właśnie wtedy, kiedy jest się chorym.
Bóg zawsze jest dostępny, zawsze jest gotowy, by wysłuchać szczerej modlitwy. Jest na wyciągnięcie Twojej ręki nawet teraz, jakby koło Ciebie siedział i patrzył w Twoją twarz. I jeśli rzeczywiście chcesz poznać Jego miłość, zacząć żyć z Nim, On nawet teraz gotów jest Cię przyjąć.

My protestanci zwykle wykonujemy ten krok ku Bogu w osobistej modlitwie własnymi słowami, kiedy wyznajemy Mu swoje grzechy, aby się z Nim pojednać oraz uroczyście deklarujemy, że nie chcemy już dłużej żyć bez Niego. Życie, które do tej pory wydawało się nasze, oddajemy w Boże ręce, aby stało się Jego już na zawsze. (ale ta forma to oczywiście sprawa indywidualna)

Na tym akcie się nie kończy. To jest jedynie początek życia, jakie chcemy wieść z Chrystusem. To jest dopiero decyzja wyruszenia w drogę. Po tej drodze trzeba iść i robić to z głową, a nie jedynie oglądać się w tył na start. Patrzmy raczej na metę, podejmując wciąż i wciąż na nowo wysiłek, trudności, walkę i wyrzeczenia. Ale jest to droga wzrastania w relacji z Bogiem, który jest miłością, szczęściem, nadzieją, jedynym spełnieniem naszych pragnień i przeznaczenia naszego życia. To nie straszna droga w nieznane, ale droga do domu, po prawdziwy cel istnienia, prawdziwe szczęście, a także prawdziwą tożsamość. Im bardziej ta relacja miłości stanie się bliska i im bardziej poznamy, że to właśnie w Bogu spotkamy się z prawdą, tym bardziej absurdalna wyda się myśl, że moglibyśmy chcieć z niej zrezygnować. On nie czeka na nas jedynie na mecie, ale idzie razem z nami podtrzymując w słabościach, dając oddech konieczny do biegu. Jeśli prawdziwie oddychać będziemy Bogiem, to nic nie będzie w stanie nas powstrzymać.


Już raczej nie odwiedzam forum, w razie czego proszę o kontakt mailowy.
Awatar użytkownika
Sebek
Posty: 364
Rejestracja: 19 lut 2016, 21:31
wyznanie: Brak_denominacji
O mnie: Pan Jezus jest moją drogą,prawdą i życiem.
Gender: Male
Kontaktowanie:

Re: Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Postautor: Sebek » 06 wrz 2017, 11:17

Czekoladowy, choć nie pisałeś do mnie to dziękuję Ci bardzo!


Staraj się, abyś stanął przed Bogiem jako wypróbowany pracownik, który nie ma się czego wstydzić i który dobrze rozkłada słowo prawdy. II Tym 2:15
kontousunięte1
Posty: 8825
Rejestracja: 07 kwie 2011, 16:43
wyznanie: Brak_denominacji
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Re: Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Postautor: kontousunięte1 » 06 wrz 2017, 11:23

Za ten wpis Czekoladowy powinien jakiś medal dostać. Bardzo mi się podoba.


Awatar użytkownika
Czekoladowy
Posty: 955
Rejestracja: 05 lis 2014, 21:18
wyznanie: Kościół Chrześcijan Baptystów
Gender: Male
Kontaktowanie:

Re: Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Postautor: Czekoladowy » 06 wrz 2017, 11:34

Dajcie spokój, przecież to Boże zbawienie jest ważne, a nie słowa w które to ubrałem. One nie mieszczą nawet ułamka tej prawdy.


Już raczej nie odwiedzam forum, w razie czego proszę o kontakt mailowy.
kontousunięte1
Posty: 8825
Rejestracja: 07 kwie 2011, 16:43
wyznanie: Brak_denominacji
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Re: Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Postautor: kontousunięte1 » 06 wrz 2017, 11:43

Oczywiście, ale masz umiejętność tłumaczenia, masz dar jasnego przekazywania treści i umiesz przekazać to, co najwazniejsze.
Chwała Bogu.


Jesisdat
Posty: 9
Rejestracja: 05 wrz 2017, 19:35
wyznanie: nie chce podawać
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Re: Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Postautor: Jesisdat » 06 wrz 2017, 19:20

Dziękuję za tą odpowiedź. Jednak ciągle jest we mnie olbrzymi strach, bo kiedy słucham świadectw ludzi, którzy się nawrócili to oni za każdym razem mówią o jakimś głębokim przeżyciu, o wielkiej radości która napełniła ich serca, oni poczuli że się na nowo odrodzili. Co jeśli ja nigdy tego nie poczuję? Modliłam się swoimi słowami do Jezusa, ale cały czas jest we mnie ten paraliżujący strach. Cały czas mam wrażenie, że jest już za późno bo Jezus nie wysłucha kogoś kto próbuje się nawrócić ze strachu.
Zazdroszczę Wam tego, że to wszystko czujecie. Ja mam świadomość stanu rzeczy, wierzę w Jezusa i chcę się nawrócić, a jednocześnie w jakiś sposób odrzuca mnie od czytania Pisma Świętego, myślę że nic tam nie znajdę, bo wszystko już słyszałam. A Wy czytacie Pismo ze szczerą chęcią poznania. Mi się to wszystko co jest tam napisane wydaje tak odległe od naszego życia...
Czy mam się modlić i czekać aż to do mnie także przyjdzie? Czy to oznacza że po prostu za mało jest we mnie prawdziwej wiary?
Nie wiem już co robić. Proszę Was o modlitwę w mojej intencji.


Awatar użytkownika
biblijny
Posty: 232
Rejestracja: 19 wrz 2016, 21:05
wyznanie: Inne ewangeliczne
Lokalizacja: Zawiercie/Sosnowiec
Gender: Male
Kontaktowanie:

Re: Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Postautor: biblijny » 07 wrz 2017, 01:19

Jesisdat pisze:Czy mam się modlić i czekać aż to do mnie także przyjdzie? Czy to oznacza że po prostu za mało jest we mnie prawdziwej wiary?
Nie wiem już co robić. Proszę Was o modlitwę w mojej intencji.


Wiara nie zawsze jest związana z uczuciami.
Nie musi być w Tobie wielkiej wiary. Chrystus uczył, że gdybyśmy mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, wówczas przenosilibyśmy góry słowem. Jak widzisz, chrześcijanie nie mają zdolności przenoszenia gór słowem, a zatem nikt z nas nie posiada wiary nawet tak małej jak ziarnko gorczycy.

Chrystus uczył też i zapewniał, że trzciny nadłamanej nie dołamie. Kościół zaś pouczał, aby słabego w wierze przyjmować.

Inną kwestią jest to, że wiara, na początku mała i krucha, wraz z upływem czasu winna wzrastać. A więc nikt nie otrzymuje od Boga od razu wiary wielkiej. Ludzie otrzymują odrobinę wiary, a potem dzięki modlitwie i czytaniu Słowa Bożego, wiara ta rośnie.

Nie wiesz, co robić? Zachęcam Cię do czytania Pisma razem z kimś. Proponuję ten kurs przez Internet: http://www.j1213.org/kursbiblijny/
Kurs ma tę zaletę, że możesz zadawać pytania i dzielić się wątpliwościami ze swoim nauczycielem. Poza tym kurs zachęci Cię do regularnej lektury Pisma Świętego według określonego planu.


Szkoła Biblijna "Hosanna": www.j1213.org
Biblijny podcast: www.j1213.org/podcast
Awatar użytkownika
Czekoladowy
Posty: 955
Rejestracja: 05 lis 2014, 21:18
wyznanie: Kościół Chrześcijan Baptystów
Gender: Male
Kontaktowanie:

Re: Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Postautor: Czekoladowy » 07 wrz 2017, 16:53

Jesisdat pisze:Dziękuję za tą odpowiedź. Jednak ciągle jest we mnie olbrzymi strach, bo kiedy słucham świadectw ludzi, którzy się nawrócili to oni za każdym razem mówią o jakimś głębokim przeżyciu, o wielkiej radości która napełniła ich serca, oni poczuli że się na nowo odrodzili. Co jeśli ja nigdy tego nie poczuję? Modliłam się swoimi słowami do Jezusa, ale cały czas jest we mnie ten paraliżujący strach. Cały czas mam wrażenie, że jest już za późno bo Jezus nie wysłucha kogoś kto próbuje się nawrócić ze strachu.
Zazdroszczę Wam tego, że to wszystko czujecie. Ja mam świadomość stanu rzeczy, wierzę w Jezusa i chcę się nawrócić, a jednocześnie w jakiś sposób odrzuca mnie od czytania Pisma Świętego, myślę że nic tam nie znajdę, bo wszystko już słyszałam. A Wy czytacie Pismo ze szczerą chęcią poznania. Mi się to wszystko co jest tam napisane wydaje tak odległe od naszego życia...
Czy mam się modlić i czekać aż to do mnie także przyjdzie? Czy to oznacza że po prostu za mało jest we mnie prawdziwej wiary?
Nie wiem już co robić. Proszę Was o modlitwę w mojej intencji.


Niestety wraz ze sprowadzeniem z USA dość dziwnej nauki o "nowym narodzeniu" (rozumianym w mało biblijnym sensie), wśród chrześcijan pojawiła się bardzo silna tendencja do promowania wizji nawrócenia jako dramatycznego przeżycia emocjonalnego. Jak grzyby po deszczu w internecie pojawiają się coraz to bardziej zadziwiające świadectwa byłych alkoholików, narkomanów, gangsterów, satanistów itd. Niestety tej tendencji towarzyszy coraz większe koloryzowanie, podkreślanie tego jak strasznym człowiekiem się było i jak nagle, magicznie stało się dobrym. Ironią jest, że w "świadectwach" tego typu, które słyszałem ostatnio, więcej mówiono o diable, niż o Bogu. Faktem jest, że zatracono w nich to, co najważniejsze - świadectwo o Chrystusie który zbawia. Przy tym fakcie wszystkie te dramatyczne opisy są tylko dodatkiem, ale ludzie bardziej wolą szokować się niezwykłymi historiami, niż Chrystusem.

Co nie znaczy, że nie cieszę się z tych dramatycznych nawróceń. Cieszę się, z tym że pamiętam, iż jako świeży chrześcijanin, bombardowany tego typu historiami, podobnie jak Ty doszedłem do wniosku, że coś musi być ze mną nie tak. Czym ja - zwykły człowiek, żaden gangster, żaden okultysta - mogę się pochwalić? Dlaczego cudownie nie prysły wszystkie moje problemy? Dlaczego nie zawsze chce mi się modlić, czy iść do kościoła? Dlatego, że tego typu wyidealizowane, podkoloryzowane obrazy wykształciły we mnie nierealne oczekiwania, myślałem że te wszystkie niezwykłości są normą dla każdego chrześcijanina, podczas gdy to nieprawda.

Pan Jezus nie nauczał, że ten jest Jego uczniem, kto coś poczuł. Nauka Jezusa jest bardzo praktyczna i realna.
Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: Jeżeli będziesz trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami. (J 8:31)
Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali (J13:35)
Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie (J 14:21)
Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. (J 15:4)
Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. (J 15:10)
Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. (J 15:14)

Nawrócenie więc to nie przeżycie emocjonalne. "Nawrócić się" to to samo, co "zawrócić". To decyzja i przemiana nie uczuć, ale życia - kiedy człowiek będący daleko od Boga zaczyna z nim żyć. A to życie nie polega znów na emocjonalnych uniesieniach - w życiu Boga uczestniczy ten, którego życie upodabnia się do życia Boga - kto trwa w modlitwie i poznawaniu Jego woli, kto miłuje czynem, ćwiczy się w pokorze i cichości, kto nie odpłaca złem za zło, kto bierze w opiekę słabych. Ten, kto po każdym upadku powraca do Ojca, kto jest wytrwały w dążeniu do Boga i całe życie ukierunkowuje na Niego.

Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: "Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam". Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych3 z jednego grzesznika, który się nawraca». (Łk 15:8-10)

To z tego całe niebo się raduje, a nie z tego, że ktoś się rozemocjonował. Oczywiście radość jest jednym z owoców Ducha Świętego i przyjdzie ona w swoim czasie. Wiele pracy i wiele walki musi zostać jednak wykonane, by człowiek przestał szukać radości od Boga, ale samego Boga, który wtedy okaże mu się radością. Nic nie przyjdzie znikąd jak w tych świadectwach - by pokochać modlitwę, trzeba wiele się modlić myśląc raczej o Bogu, niż o korzyściach, by pokochać Pismo Święte trzeba często je czytać i stosować w życiu jego naukę, trzeba uczestniczyć w sakramentach, trzeba trwać w społeczności z innymi chrześcijanami, uczyć się od innych.

Opowiadał abba Jan, który został skazany przez Marcjana na wygnanie: „Przybyliśmy kiedyś z Syrii do abba Pojmena, by zapytać go o zatwardziałość serca. Starzec nie umiał jednak po grecku ani nie było tłumacza. Widząc jednak nasze zmartwienie zaczął mówić po grecku: «Woda jest z natury miękka, kamień zaś twardy. Jeśli jednak powiesiłoby się naczynie z wodą nad kamieniem i kropla padając ciągle będzie uderzała w kamień, to w końcu go wydrąży. Podobnie i słowo Boże jest łagodne, a nasze serce twarde. Jeśli jednak człowiek będzie często słuchał słowa Bożego, jego serce stanie się otwarte na bojaźń Bożą»”.


Abba Mojżesz zapytał abba Sylwana: "Czy może człowiek każdego dnia na nowo się nawracać?" "Jeśli jest gorliwy", odpowiedział abba Sylwan, "może każdej godziny nawracać się wciąż na nowo".


"Jeśli się boisz, wiedz, że właśnie ten lęk może okazać się drogą do ufności. Powiedziałbym nawet, że ten lęk to twoja deska ratunku! Ale nie trzeba przed nim uciekać, szukać taniego uspokojenia. Trzeba po prostu wpaść w otchłań swego lęku i wyznać: "Boże, zmiłuj się nade mną, bo nie wiem, jak sobie z tym poradzić!" Jeśli odczuwasz lęk, nie przegap tej łaski; znam wielu, którzy wpadłszy w otchłań lęku, osiągnęli dar nieustannej modlitwy. Przestań bronić się przed twym lękiem, owszem, miej na tyle odwagi, aby lękać się jeszcze bardziej, wtedy na dnie swego lęku odnajdziesz Boga. Z początku będziesz przeżywał złe chwile, ale nauczysz się błagać, i to będzie twoje uwolnienie. Nie będą cię już mamić żadne wydumane problemy; będziesz mógł skupić się na jedynej prawdziwej walce – walce o zwycięstwo wiary."


Już raczej nie odwiedzam forum, w razie czego proszę o kontakt mailowy.
Jesisdat
Posty: 9
Rejestracja: 05 wrz 2017, 19:35
wyznanie: nie chce podawać
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Re: Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Postautor: Jesisdat » 07 wrz 2017, 22:05

Dziękuję Ci za te słowa. Wróciłam własnie do domu po kilku godzinach podróży pociągiem, całą drogę nie mogłam myśleć o niczym innym tylko o tym że właśnie "coś jest ze mną nie tak", że być może Bóg nie obdarzył mnie łaską zbawienia (przypuszczam że to bluźnierstwo, w końcu w Piśmie jest napisane, że żaden człowiek nie został przeznaczony na gniew Boży, mylę się?)
Cały czas analizuję to co się ze mną dzieje teraz i z jednej strony może to rzeczywiście tak, że Bóg w ten sposob woła mnie do siebie, z drugiej pojawiają się myśli, że może to wszystko jest podyktowane zwykłym strachem i chęcią przypodobania się Bogu. Rozumiecie, nie to że moja dusza pragnie Boga tylko się go boi.No i w jaki sposób ja mam Go naśladować? Co to znaczy że mam się zaprzeć siebie? W każdym razie takie myśli mi się kotłują w głowie. Chcę walczyć o swoją duszę, wybieram się w najbliższym czasie na spotkanie z człowiekiem z Kościoła Chrześcijan Baptystów w moim mieście, czuję że muszę z kimś porozmawiać. Jakoś nie ciągnie mnie w stronę księży ani spowiedzi, nie wierzę że to mnie uspokoi ani że to droga do Boga.
Dziękuję jeszcze raz za powyższego posta, podniósł mnie na duchu.Dzięki że napisałeś to w bardzo przystępnych słowach, "po ludzku".


Awatar użytkownika
n.ellie
Posty: 380
Rejestracja: 09 maja 2016, 10:17
wyznanie: Brak_denominacji
Gender: Female
Kontaktowanie:

Re: Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Postautor: n.ellie » 07 wrz 2017, 22:57

Czekoladowy, samo sedno. Też się czasem zastanawiałam nad tym, że w sumie moje świadectwo nawrócenia jest... nudne.


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk


I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. (1 Kor 13:2)
Obrazek
https://www.instagram.com/kobieta_z_biblia/
http://kobietazbiblia.blogspot.com/
Lee
Posty: 1010
Rejestracja: 06 wrz 2008, 11:47
wyznanie: Kościół Chrześcijan Baptystów
Gender: Male
Kontaktowanie:

Re: Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Postautor: Lee » 11 wrz 2017, 10:44

Jesisdat pisze:Jak się nawrócić.


Tutaj jest trafna odpowiedź, obejrzyj:
https://www.youtube.com/watch?v=1j1EAMSxbbk


Jesisdat
Posty: 9
Rejestracja: 05 wrz 2017, 19:35
wyznanie: nie chce podawać
Gender: None specified
Kontaktowanie:

Re: Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Postautor: Jesisdat » 11 wrz 2017, 15:33

Mam do Was jeszcze prośbę o pomoc w rozwianiu wątpliwości.
Byłam wczoraj pierwszy raz w życiu na nabożeństwie w zborze Baptystów we Wrocławiu. Generalnie przezyłam duży szok i trudno było mi się
tam odnaleźć, chociaż oczywiście jestem pod pozytywnym wrażeniem. Wszyscy się do siebie uśmiechają, witają się serdecznie, to takie inne od tego co mamy na co dzień dookoła. Zaczęłam mieć wątpliwości: czy ja tu pasuje? czy ja będę potrafiła się na tyle zmienić żeby kochać bliżniego jak ci ludzie? Poza tym czytam i oglądam na YouTube wiele kazań, np Paula Walshera czy Tima Conweya i znowu wraca ten paraliżujący strach.
Z ich nauki wynika że jeśli naprawdę chcę iść na Jezusem to muszę się starać odciąć od wszystkiego co cielesne, od telewizji (bo tam jest zło)
od muzyki (tam dopiero), jak mam funkcjonować wsród moich znajomych po nawróceniu? Mam się odciąć czy z może moim obowiązkiem od tej pory jest przekonywanie ich że powinni się nawrócić? Ludzie którzy zabrali mnie do Zboru wczoraj zdają się nie być radykalni w żaden sposób, powiedzieli mi że trzeba żyć swoim życiem ale Jezus musi być na pierwszym miejscu. A ja mam milion wątpliwosći, a co jeśli oni się mylą? Jeśli tak naprawdę właśnie prawdziwe życie chrześcijanina jest walką z całym światem? W końcu Jezus powiedział że mamy wchodzić przez ciasną bramę, a niewielu będzie takich którzy go znajdą..Mam wrażenie że oszaleję od tego wszystkiego..Nie umiem się nawet modlić


Awatar użytkownika
diedmaroz
Posty: 774
Rejestracja: 22 gru 2015, 22:02
wyznanie: Brak_denominacji
Gender: Female
Kontaktowanie:

Re: Jak się nawrócić. Prośba o pomoc

Postautor: diedmaroz » 11 wrz 2017, 17:06

Chrześcijanin istotnie ma być świecznikiem, którego nie chowa się pod łóżko. Chrześcijanin powinien się odróżniać od świata, ale na pewno nie widzę tego jak postawy niektórych, którzy wrzeszczą, że szatan jest *********** i inne wulgarne określenia.

To ma być owoc Ducha Świętego.
Galacjan 5:19-25
Jawne zaś są uczynki ciała, mianowicie: wszeteczeństwo, nieczystość, rozpusta,
Bałwochwalstwo, czary, wrogość, spór, zazdrość, gniew, knowania, waśnie, odszczepieństwo,
Zabójstwa, pijaństwo, obżarstwo i tym podobne; o tych zapowiadam wam, jak już przedtem zapowiedziałem, że ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego nie odziedziczą.
Owocem zaś Ducha są: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność,
Łagodność, wstrzemięźliwość. Przeciwko takim nie ma zakonu.
A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami.
Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy.

Przestaje się chcieć oglądać telewizję jeśli widzisz, że treści przekazywane są nieetyczne albo ogłupiające lub co gorsza - przeciwne chrześcijaństwu. Teksty muzyczne też są w większości głupie albo propagujące rozwiązłość i odechciewa się tego słuchać. Wiele rzeczy światowych przestaje pociągać.

W moim wypadku było spektakularnie akurat, nawrócenie równało się uwolnieniu od wielu złych rzeczy, ale różne są świadectwa. Piszesz, że nie umiesz się modlić, próbuj swoimi słowami jak do najdroższej osoby, możesz dziękować, prosić o zabranie strachu, opowiadać co czujesz. Znam osoby, które potrafią się naprawdę pięknie modlić, sama nie należę niestety do tego grona.


Nagi wyszedłem z łona matki mojej i nagi stąd odejdę. Pan dał, Pan wziął, niech będzie imię Pańskie błogosławione. (Joba 1:21)
Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. (Jana 3:16)

Wróć do „Dla poszukujących”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 24 gości