Pewność zbawienia

Inne zagadnienia biblijne
juliusz2017
Posty: 41
Rejestracja: 09 wrz 2017, 19:43
wyznanie: Rzymsko Katolickie
Gender: Male
Kontaktowanie:

Re: Pewność zbawienia

Postautor: juliusz2017 » 30 mar 2018, 19:37

Należy się zastanowić nad kwestią
partnerstwa
w dziele zbawienia. Jeśli nie ma dla niego miejsca, jeśli jesteśmy bezwolnymi robotami, to jest „po sprawie”. Jeśli jednak Bóg dał człowiekowi wy-bór przyjęcia lub nie Jego daru, sytuacja nabiera powa-gi. Stawiam zatem pytanie: można stracić zbawienie, czy stracić go nie można?!
1
Niestety rozwiązanie tej kwestii nie jest sprawą ani łatwą, ani prostą. Formuła „raz zbawiony” dla różnych ludzi będzie miała różne znaczenie, zdanie to bowiem można rozumieć na różne sposoby. Aby nasza analiza
była rzetelna, musimy je tu omówić. Dwa podstawowe pytania odkryją przed nami różnorodne definicje. Pierwsze pytanie brzmi: jak poważne konsekwencje dla wierzącego ma grzech? Odpowiedzi znajdziemy całe spek-trum. Wiele z nich będzie przypisywać grzechowi różne skutki – od lekkich aż do poważnych i ciężkich. Jedni twier-dzą, że grzech jest jedynie rozczarowaniem. Inni są zdania, że grzech osłabia człowieka, a nawet go niszczy. Nikt jed-nak, kto wierzy w pewność zbawienia, nie będzie widział w grzechu zagrożenia dla swego przyszłego życia w Niebie. Drugie pytanie brzmi: jak ważna jest dla wierzących świętość? I tu znów mamy do czynienia z całym wachla-rzem opinii, które rozciągają się w ocenach od „opcjo-nalna” do „obowiązkowa”. Pod szyldem „obowiązkowa” znajdziemy z kolei opinie od „powinniśmy dążyć do świętości” do „musimy być święci”. Jednak niewielu jest takich, którzy powiedzą, że brak świętości zasługuje na karę. Nikt, kto wierzy w pewność zbawienia, nie powie, że brak świętości jest przeszkodą w drodze do Nieba.

była rzetelna, musimy je tu omówić. Dwa podstawowe pytania odkryją przed nami różnorodne definicje. Pierwsze pytanie brzmi: jak poważne konsekwencje dla wierzącego ma grzech? Odpowiedzi znajdziemy całe spek-trum. Wiele z nich będzie przypisywać grzechowi różne skutki – od lekkich aż do poważnych i ciężkich. Jedni twier-dzą, że grzech jest jedynie rozczarowaniem. Inni są zdania, że grzech osłabia człowieka, a nawet go niszczy. Nikt jed-nak, kto wierzy w pewność zbawienia, nie będzie widział w grzechu zagrożenia dla swego przyszłego życia w Niebie. Drugie pytanie brzmi: jak ważna jest dla wierzących świętość? I tu znów mamy do czynienia z całym wachla-rzem opinii, które rozciągają się w ocenach od „opcjo-nalna” do „obowiązkowa”. Pod szyldem „obowiązkowa” znajdziemy z kolei opinie od „powinniśmy dążyć do świętości” do „musimy być święci”. Jednak niewielu jest takich, którzy powiedzą, że brak świętości zasługuje na karę. Nikt, kto wierzy w pewność zbawienia, nie powie, że brak świętości jest przeszkodą w drodze do Nieba. Rzecz jasna, nie jest możliwe omówienie wszyst-kich postaw, jednak uważam, że skupienie się na dwóch skrajnych stanowiskach powinno dać nam lepszy wgląd w sytuację. Na jednym krańcu tego spektrum zarówno grzech, jak i świętość nie są sprawami wielkiej wagi, na drugim – przeciwnie. Na jednym pewność zbawienia jest sprawą prostą i jasną, na drugim – bardzo subtelną. Scharakteryzuję te dwie postawy, nazywając je (z powo-dów, które wkrótce staną się jasne) krańcowymi literami alfabetu greckiego:
alfa
i
omega
.Stanowisko
alfa

to proste i dosłowne rozumienie „pew-ności zbawienia”. Zwolennicy tej opcji wierzą, że raz wy-znana wiara w Chrystusa jest dla człowieka gwarantem wieczności w Niebie, niezależnie od tego, co będzie dalej się z nim działo po złożeniu tej deklaracji. Innymi słowy: jeden moment, jedna chwila kiedyś w życiu (gdy człowiek wyznaje wiarę) wystarczy, by zapewnić mu obywatelstwo w Królestwie Bożej Chwały. I tu napotykamy logiczny dy-sonans, niekonsekwencję w procesie przyczynowo-skut-kowym. Jesteś „zbawiony”, masz więc zagwarantowany „bilet do Nieba”, wszystko jest ustalone. wój początek Drogi staje się od razu jej końcem. Skoro tylko pierwszy krok jest absolutnie konieczny, inne nie mają wpływu na finał. Nacisk położony został na sam tylko początek, dla-tego
alfa
wydała mi się odpowiednią nazwą. o przesłanie jest głęboko ukryte w nauczaniu wielu współczesnych chrześcijańskich mówców. Zapewne powin-ni ponieść odpowiedzialność za swoje zwodnicze nauki, jed-nak oni sami nie dostrzegają swej winy. Być może całkiem nieświadomie robią z głoszonej doktryny „polisę” zabezpie-czającą przetransportowanie się na tamten świat. Oferując ucieczkę przed piekłem w miejsce wyzwolenia z obecności grzechu, skupiają uwagę słuchaczy bardziej na śmierci niż na życiu. Jakże często „gwarantowane miejsce w Niebie” oferowane jest jako nagroda za powtórzenie „modlitwy grzesznika”. Niekiedy dokonuje się to z pominięciem aktu pokuty czy przyjęcia Chrystusowego Ducha Uświęcenia nie mówiąc już o zanurzeniu się w Chrystusa i Jego Słowo! Jakże wielki to kontrast w porównaniu z nauczaniem apo-stolskim, o którym czytamy w Nowym estamencie
1
. Choć nie mówi się tego wprost, pozostaje wrażenie, że bez względu na to, jak dalej potoczy się życie konwer-tyty, jego pozycja (wobec Boga) nie jest w żaden sposób zagrożona. Krótko mówiąc, bilet do Nieba „zdobywa się” dzięki przyjęciu aktu przebaczenia, bez dalszego trwania w Bożej świętości. eologicznie można przedstawić to tak: usprawiedliwienie jest konieczne, uświęcenie już nie. Nic dziwnego, że takie nauczanie prowadzi do samozadowo-lenia w sferze moralnej i duchowej. W skrajnych wypad-kach niektórzy dochodzą nawet do wniosku, że możliwe jest osiągnięcie zbawienia, pomimo notorycznego życia z premedytacją w grzechu. Dotarła do mnie kuriozalna wypowiedź pewnej amerykańskiej matki: „Moja córka jest prostytutką i bierze narkotyki, ale dziękuję PANU, że w wieku siedmiu lat wybrała Jezusa i dlatego mam pew-ność, że spotkamy się w Niebie”. akie właśnie wnioski można wyciągać z doktryny „pewności zbawienia”. Pod-chodzi się lekko do grzechu i potrzeby dążenia do uświę-cenia. Jeśli ani grzech, ani świętość nie wpływają znacząco na naszą wieczność, to po co sobie nimi zawracać głowę? Wydaje się, że najważniejszym zadaniem orędowników omawianego poglądu jest zdobycie jak największej liczby „zbawionych”, czyli tych, którzy podjęli decyzję pójścia za Jezusem. Ciekawe, jaki mają oni w tym interes?
Jednakże nie wszyscy wierzący w „pewność zba-wienia” myślą tak samo. Niektórzy wzdragają się na tak powierzchowne potraktowanie ich stanowiska. Pragną zdystansować się od takich permisywnych postaw i za-chowań. Przyjrzyjmy się teraz drugiemu końcowi skali:
Stanowisko
omega
en pogląd to subtelna forma zrozumienia pewności zba-wienia, bardziej wyszukana i znacznie mniej wygodnic-ka. Zakłada poważniejsze podejście do obydwu kluczo-wych kwestii: grzechu i dążenia do osobistej świętości. Nacisk położony jest tu na wytrwałość w prowadzeniu chrześcijańskiego życia. Osobista świętość jest równie ważna jak przebaczenie, uświęcenie jest tak samo ważne, jak usprawiedliwienie. Wierzący nie powinni nigdy czuć się zadowoleni z siebie, ale winni nieustannie dążyć do tej nagrody, do której zostali wezwani. Ukończenie wyścigu jest równie ważne jak rozpoczęcie go – dlatego nazwa-łem to stanowisko
omega
, od ostatniej litery greckiego alfabetu. o stanowisko znajdziemy również w nauczaniu wielu pastorów z nurtu „reformowanego”. Motywują oni swoich słuchaczy do osiągania dojrzałości, stale prze-strzegając przed staniem w miejscu lub – co gorsza – co-faniem się. Nacisk na wytrwałość odróżnia stanowisko
omega
od minimalistycznego w wymaganiach stanowi-ska
alfa
. Daje się tu odczuć wręcz niechęć do sloganu
„raz zbawiony, na zawsze zbawiony”, ponieważ nie za-wiera się w nim żadna zachęta do wzrastania w wierze. Z tego powodu ten slogan uważa się nie tyle za niepraw-dziwy, co nieoddający całej prawdy. Jednak posunąłbym się zbyt daleko, gdybym powie-dział, że zwolennicy tego stanowiska uważają, że tylko ten, kto wytrwa do końca, będzie zbawiony (por. Hbr 3,14; Ap 21,7), a ci, którzy nie wytrwają, będą na zawsze potępieni. Jakże więc można ich sklasyfikować? Czy jako wyznaw-ców poglądu „raz zbawiony”? o, co mówią o wytrwałości, zdaje się być zupełnym zaprzeczeniem tego stanowiska! A jednak w swoich umysłach potrafią to jakoś pogodzić i tu właśnie pojawia się ta subtelność, o której mówiłem. ę sprzeczność logiczną, widoczną przecież gołym okiem, ludzie ci próbują rozwiązać na dwa sposoby. Niektórzy godzą te stanowiska poprzez zdefiniowa-nie i przyjęcie pojęcia „kary za porzucenie chrześcijań-skiej Drogi”. wierdzą, że największą stratą, jakiej można doświadczyć, jest
utrata nagrody
lub specjalnego błogo-sławieństwa, czy to w życiu doczesnym, czy w przyszłym. Innymi słowy, za wytrwałość przysługuje określony bo-nus, jednak jej brak nie przeszkadza w wejściu do Nieba. Inni zaprzeczają możliwości porzucenia Drogi, przy-najmniej na stałe. Przekonują, że ten, kto prawdziwie „narodził się na nowo”, po prostu musi wytrwać do koń-ca – nie chodzi o to, że powinien, ale z pewnością wy-trwa, bo nie ma innego wyjścia. Na tym nie koniec. a „nieunikniona” wytrwałość na Drodze chrześcijańskiego życia nie jest ich zasługą, lecz darem od Boga, którego nie mogą odrzucić. Bóg tak samo zapewni im dojście do mety, jak zadbał o to, by wkroczyli na tę Drogę. Ów rze-komy dar często nazywany jest „wytrwałością świętych”, co przecież nie jest nazwą adekwatną, gdyż w ich inter-pretacji sednem tego poglądu jest działanie Boga, a nie człowieka. Niedawno zaczęto wspomnianą koncepcję nazywać bardziej adekwatnie: „zachowaniem świętych na Drodze”. W tej koncepcji pojawia się logiczny, a jednocześnie przerażający w swej bezwzględności wniosek, że każdy, kto w praktyce codziennego życia zawiódł, nigdy nie na-rodził się na nowo. Może i wyznał wiarę, może nawet przyłączył się do wspólnoty Kościoła, ale chrześcijani-nem był tylko „z nazwy”. Był w istocie fałszerzem i imita-torem prawdziwej wiary i dlatego właśnie nie wytrwał na Drodze. Jednak w takiej sytuacji rodzi się pytanie: skąd człowiek ma
wiedzieć
, że został zaliczony do grona tych, którzy wytrwają do końca? Przecież to okaże się dopiero wtedy, gdy nastanie kres jego życia. Idąc za tą argumen-tacją, można się zapętlić, podczas gdy prawda musi cho-dzić drogą prostą. Wróćmy teraz do naszego głównego wątku. Dwa krańcowe stanowiska na skali pewności zbawienia bar-dzo się od siebie różnią, zwłaszcza w podejściu do tych, którzy porzucili chrześcijańską Drogę Życia. Z punktu widzenia zwolenników opcji
alfa
odstępcy ci, tak czy owak, będą zbawieni; zwolennicy
omegi
uznają, że owi nieszczęśnicy nigdy tak naprawdę nie uwierzyli (a więc nigdy nie otrzymali zbawienia). Obydwa stanowiska mogą przybrać postać karykaturalną: pierwsze może da-wać przyzwolenie na wszystko, drugie skłaniać się w stro-nę surowego legalizmu (zupełnie jak u saduceuszów i fa-ryzeuszów w czasach Jezusa). Obydwa stanowiska łączy coś, co można wyrazić słowami: Gdy człowiek naprawdę wkroczy na drogę wiary, z pewnością z tej drogi nie zej-dzie – po kres swoich dni. Kiedy zaistnieje
alfa
, gwaran-tem jest
omega
. Co zaczęło się na Ziemi, z całą pewnością zakończy się w Niebie. Kwestia, czy musimy jedynie zacząć, czy jednak musi-my także dotrwać do końca, jest zaledwie kwestią interpre-tacji niegodzącej bynajmniej w zgodę, jaka istnieje między wszystkimi, którzy podpisują się pod postulatami doktry-ny o pewności zbawienia. W praktyce nic nie ma wpływu na ostateczny rozrachunek z życia. Duchowe odrodzenie musi skutkować Niebem – nieważne, co się dzieje w mię-dzyczasie. Aż się prosi, by nazwać tę obietnicę „ruchomy-mi schodami do Nieba”. Kiedy raz się już na nie weszło, jedzie się do góry. Można wprawdzie się na nich cofnąć, ale nie da się z nich już zejść. Prędzej czy później dojedzie się na szczyt. Jednakże w Nowym estamencie jest mowa o „wyścigu”, a nie o „byciu wwożonym na górę” (schodami czy windą do Nieba). Alternatywną nazwą procesu uświę-cenia byłoby „kroczenie Drogą Życia”. Przecież zarówno biegacze, jak i wędrowcy, mogą nigdy nie osiągnąć celu, je-śli pomylą drogę lub całkiem zaniechają wysiłku. Nie będę jednak uprzedzał faktów. Na tym etapie powiem jedynie, że Pismo święte nie pozostawia wątpliwości, że mamy wkładać wysiłek i staranie, aby iść lub wręcz biec do celu.

Fragment z książki David Pawson Pewność zbawienia.Co jest prawdą, a co fałszem?

Rozważania nad koncepcją teologiczną "Raz zbawiony, na zawsze zbawiony"

https://pl.scribd.com/document/35015121 ... a-Fragment
Co sądzicie o tej analizie?


Awatar użytkownika
KAAN
Posty: 17951
Rejestracja: 12 sty 2008, 11:49
wyznanie: Kościół Wolnych Chrześcijan
Gender: Male
Kontaktowanie:

Re: Pewność zbawienia

Postautor: KAAN » 30 mar 2018, 20:25

Trochę taka gadka szmatka, rozważania bez oparcia o słowo Boże, prawdę mówiąc nic to nie daje, pozostawia temat nierozstrzygniętym, bez wskazania drogi rozwiązania problemu.


Albowiem łaską zbawieni jesteście, przez wiarę i to nie z was, Boży to dar, nie z uczynków, aby się ktoś nie chlubił.
ZbiMacz
Posty: 371
Rejestracja: 07 lis 2016, 22:20
wyznanie: Kościół Ewangelicznych Chrześcijan
O mnie: "Wiara tedy jest ze słuchania, a słuchanie przez Słowo Chrystusowe." BW - List św. Pawła do Rzymian 10 10:17
Gender: Male
Kontaktowanie:

Re: Pewność zbawienia

Postautor: ZbiMacz » 30 mar 2018, 22:37

magda pisze:KAAN każdy kyo ma wolną wolę moze zrezygnować ze zbawienia,

Czy aby na pewno masz wolną wolę? Pomyśl na co faktycznie masz wpływ i jaki inni oraz otaczająca ciebie rzeczywistość mają wpływ na twoje decyzje. Każda twoja myśl oraz każdy twój czyn jest wywołany pod wpływem czegoś. Tylko Bóg jest w pełni niezależny i wolny w decyzjach.


"Bo wszystko, co się narodziło z Boga, zwycięża świat, a zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza." BW - 1 List św. Jana 5 5:4

Wróć do „Biblistyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości